Tribe Gwiezdne wojny Pop Darth Vader

Słuchawki dla fanów Gwiezdnych wojen

Więcej...

Sennheiser IE 800 S

Słuchawki dla smakoszy

Więcej...

Sennheiser GSP 600

Gamingowe słuchawki dla wymagających

Więcej...

Natec Firefly Pro

Lampka inna niż reszta

Więcej...

Sennheiser Momentum Free In-Ear Wireless

Świetne, rewelacyjne, niesamowite

Więcej...

Ciekawe statystyki


61% firm odnotowało co najmniej jeden incydent związany z nieuprawnionym dostępem do danych z poziomu urządzeń drukujących
Ogólna liczba rejestrowanych domen wzrosła o 11,8 miliona, rodzimy rynek domen z rozszerzeniem .pl nieprzerwanie się kurczy. Według najnowszego raportu NASK liczba nowych rejestracji z końcówką .pl - w ...
Domeny krajowe są popularne w europejskim biznesie. W krajach takich jak Niemcy, Włochy, Francja czy Rosja, liczba stron z adresem zawierającym oznaczenie danego kraju (odpowiednio .de, .it, .fr oraz .ru) urosła pod ...
W naszym kraju telefon komórkowy ma już 74% Polaków, czyli 28,4 miliona osób. Z kolei 6,6 miliona z nich gra w gry mobilne.
2.57 mln domen z końcówką pl jest utrzymywanych w Polsce
Obecnie gracze najchętniej  wykorzystują podczas gamingu komputery PC (ponad 80%), jednak badanie AVM pokazuje bardzo szybki rozwój i wzrost zainteresowania grami na urządzeniach mobilnych. 
Z raportu BSA Global Software Survey opublikowanego w 2014 roku wynika, że 51 proc. oprogramowania zainstalowanego w Polsce w poprzednim roku nie miało licencji, w porównaniu z 43 proc. w skali ...
Z najnowszych badań przeprowadzonych na próbie ponad 600 tys. serwisów WWW wynika, że 41% z nich odwiedzanych jest spoza terytorium Polski
Rynek aplikacji i gier mobilnych w 2016 roku będzie wart 44,8 mld dolarów i ponad 80 mld w 2020 roku Rynek aplikacji i gier mobilnych w 2016 roku będzie wart 44,8 mld dolarów i ponad 80 mld w 2020 roku
Według najnowszych prognoz Newzoo, rynek gier i aplikacji mobilnych wygeneruje w 2016 roku przychód na poziomie 44,8 mld dolarów a w 2020 ponad 80 miliardów dolarów.

Kalendarz

Pn Wt Śr Cz Pt So N
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31

Podziel się ze mną swoimi uwagami na temat mojego bloga, co Ci się podoba, co Ci się nie podoba, jakie recenzje chciałbyś tu zobaczyć itp.

Kliknij mnie

 

Chińska wyprawa BlogoTecha - Datong

Wielki Mur za mną czas, więc ruszyć do Datong, drugiego punktu na mojej mapie wędrówki. Do tego jednego z najstarszych miast w tej części Chin dotarłem pociągiem.

Tu mała dygresja, w Chinach, w przeciwieństwie do Polski jest trochę większy wybór rodzajów pociągów. I nie chodzi mi tu o spółki kolejowe obsługujące określone trasy. Są tzw. bullet trains, które mają wagony pierwszej klasy, drugiej klasy, biznesowe, VIP, sypialne soft, sypialne deluxe i sypialne „z dużą prędkością” (cokolwiek to znaczy), oraz zwykłe pociągi dalekobieżne, wyposażone w wagony sypialne hard, sypialne soft, sypialne deluxe, z twardymi siedzeniami i z miękkimi siedzeniami. Bullet trains to chiński odpowiednik naszego pendolino, poruszający się ze średnią prędkością 230 – 300 km/h (aktualna prędkość jest zawsze wyświetlana na tablicy nad drzwiami). Jak nietrudno się domyślić, komfort jazdy zależy od wykupionego miejsca. W przypadku wagonów „sypialnych” (sypialne są z nazwy, ponieważ nic nie stoi na przeszkodzie by podróżować w takim wagonie np. tylko przez pięć godzin) wersja hard to tak naprawdę boksy z przedziałami do leżenia – po sześć łóżek w boksie (po trzy łóżka na każdej ścianie), soft różnią się liczbą łóżek w takim boksie – po dwa na ścianie – oraz twardością materaca. Jak nietrudno się domyślić, w takim miejscu pasażer ma trochę więcej miejsca dla siebie. Najwięcej miejsca jest w wagonach deluxe, gdzie dwoje pasażerów ma do swojej dyspozycji cały przedział, z fotelem wypoczynkowym i własną toaletą. Jednak takie wagony są w pociągach kursujących na najdłuższych dystansach. Pozostałe klasy różnią się liczbą miejsc w przedziale i oczywiście komfortem foteli.

chiny

Kierunek Datong

Najczęściej stosowaną i chyba najbardziej zalecaną formą kupowania biletów na chińskie pociągi jest zakup przez Internet. Można oczywiście kupić też taki bilet w normalnej kasie na dworcu, może się jednak zdarzyć, że na interesujący nas pociąg, nie będzie już wolnych miejsc. Teoretycznie sprzedawanych jest tylko tyle biletów, ile jest miejsc. W praktyce, w przypadku najtańszej klasy – hard seat – sytuacja wygląda tak, że są tam również miejsca stojące. Ponieważ jednak są to pociągi dalekobieżne (w Chinach wszędzie jest daleko) kilkugodzinna podróż na stojąco nie należy do komfortowych, zgodzicie się chyba ze mną?

IMG 20180412 105513

Wagon z przedziałami sypalnymi typu "hard"

W każdym razie do Datong jechałem w miarę w komfortowych warunkach, z miejscem leżącym (w klasie z twardym łóżkiem). Ponieważ z Bejing do Datong podróż trwała ponad 6 godzin, z przyjemnością wyciągnąłem się na łóżku. Wygodę trzeba było jednak opłacić trochę innym dyskomfortem. Ponieważ większość osób spędzała podróż na leżąco, zdejmując oczywiście buty, możecie sobie wyobrazić zapaszek unoszący się w powietrzu. Okna niestety, chyba ze względów bezpieczeństwa, były zamknięte i nie można było ich otwierać. Jedynie podczas przejazdów przez tunel czuć było podmuch świeżego powietrza, którym przedmuchiwano wagon. Na szczęście po drodze do Datong takich tuneli było sporo.

IMG 20180413 093516

Rondo w Datong

Oczywiście wsiadając do pociągu wzbudziłem niemałą sensację. Obsługa wagonu zrobiła duże oczy, po czym z uśmiechem wskazano mi moje miejsce, zabrano bilet przekazując w zamian kartę, którą szybko nazwałem kartą pokładową. Dzięki zebranym od pasażerów biletom, obsługa wagonu wiedziała, kiedy kogo poinformować (lub po prostu obudzić), by wysiadł na swojej stacji docelowej. O odpowiedni komfort pasażerów wagonu dbała dwu osobowa załoga, jedna osoba sprawdzała bilety na wejściu, druga w środku dbała o to, by każdy zajął swoje miejsce i dostał odpowiednią kartę pokładową.

DSC 0110

Stare miasto w Datong

W ogóle z tym sprawdzaniem biletów w chińskich pociągach to ciekawa sprawa. Zanim podróżny wsiądzie do pociągu kilkakrotnie jest sprawdzany, prześwietlany i weryfikowany. Po wejściu na dworzec, bagaż jest prześwietlany w taki sam sposób jak na lotnisku. Każdy pasażer poddawany jest kontroli osobistej, a potem jeszcze przy pomocy odczytu kodu kreskowego, jest weryfikowany czy faktycznie powinien się znaleźć na tym dworcu. Dopiero teraz, podróżny może udać się do poczekalni, w której oczekuje się na swój pociąg. Nie ma tu sytuacji, że podróżni udają się na peron, na którym oczekują na pociąg. Na peron wpuszczane są tylko osoby posiadające bilet. Wpuszczanie zaczyna się ok. 15-30 minut przed odjazdem pociągu. Specjalne barierki oddzielają poczekalnię od wejścia, nie ma więc możliwości wcześniejszego wejścia na peron. Obsługa otwierająca bramki, sprawdza od razu bilety, kontrolując czy podróżny nie pomylił wejścia. Chińczycy przyzwyczajeni do takiego sposobu podróżowania karnie ustawiają się w kolejkach, dzięki czemu cały proces odbywa się szybko i sprawnie. Podobnie wygląda sprawa na peronie, są tam zaznaczone miejsca, w których zatrzyma się określony wagon i tam chińscy podróżni ponownie ustawiają się w rządkach, by grzecznie oczekiwać na pociąg. W porównaniu do naszej cywilizacji, gdzie ludzie rozłażą się po całym peronie i tylko z niewielką dokładnością można określić, w którym miejscu zatrzyma się nasz wagon, to wszystko wygląda naprawdę ciekawie.

DSC 0113

Stare miasto w Datong

Równie ciekawy jest chiński zwyczaj jedzenia w pociągach. Praktycznie zaraz po wyruszeniu pociągu, wszyscy chińczycy rzucili się do zbiornika z wodą do picia i zaczęli zalewać swoje chińskie zupki. Są one sprzedawane w specjalnych kubkach, do których wystarczy wlać gorącą wodę. W środku oprócz makaronu i odpowiednich przypraw, znajduje się składany widelec, przy pomocy którego możemy zjeść zawartość pojemnika. Jak widać, kupując takie danie, mamy od razu wszystko, co jest potrzebne do konsumpcji: garnek (talerz, miskę, obojętnie jak to nazwiemy), wkład i sztućce. W efekcie, krótko po starcie pociągu, w wyniku masowej pielgrzymki chińczyków do dystrybutora wody pitnej, w wagonie szybko rozszedł się zapach zupek chińskich. I oczywiście rozpoczęła się gremialna konsumpcja.

DSC 0118

Stare miasto w Datong

Po wyjściu z dworca w Datong oczywiście zostałem oblężony przez taksówkarzy. Każdy na wyścigi proponował mi podwózkę i w końcu z jednym ze szczęśliwców udałem się do jego pojazdu. Tu niestety mina mu zrzedła, ponieważ twardo przystąpiłem do negocjacji ceny za dojazd. Na początek zaproponował mi 50 RMB, a ponieważ byłem przygotowany (wiedziałem, że z dworca do hostelu mam tylko 3,2 km) szybko sprowadziłem go ziemię. Co prawda próbował tłumaczyć mi, że remonty dróg itp., ale po 10 minutach i dwóch wysiadkach z taksówki ostatecznie zgodziliśmy się na 21 RMB. Tu od razu powiem, że Francuzka, którą poznałem w hostelu, zapłaciła za ten sam kurs 80 RMB. Też się cieszyła, bo „zbiła” cenę ze 100 RMB. Jak widać chińczycy potrafią się cenić, co z drugiej strony chyba w zawodzie „taksówkarza dworcowego” jest standardem. Żeby podsumować ten wątek dodam, że kiedy wracałem z mojej wyprawy do Datong i jechałem taksówką na dworzec, za ten sam kurs, dokładnie tę samą trasę, zapłaciłem 10 RMB – już zgodnie z tym co wskazał taksometr.

DSC 0109

Plac na starym mieście Daton - miejsce porannych ćwiczeń Chińczyków

Hostel, który wybrałem na dwa dni swojego pobytu w Datong leżał w samym środku starego miasta. Wybór okazał się strzałem w dziesiątkę, ponieważ z tego miejsca miałem bardzo blisko do okolicznych atrakcji, a więc antycznych murów miejskich oraz okolicznych świątyń buddyjskich. To jednak nie świątynie i nie mury miejskie są mocną stronę tej części miasta. Przede wszystkim Datong zachwyca architekturą. Chińczycy dużym nakładem finansowym odbudowali i cały czas odbudowują starą część miasta. Co prawda w obrębie antycznych murów można też zobaczyć nowoczesną architekturę, ale mam wrażenie, że jest ona sukcesywnie zastępowana budynkami utrzymanymi w konwencji sprzed wieków. Oczywiście, Chińczycy jako przedsiębiorczy naród wkomponowali w nie nowoczesność, umieszczając w nich sklepy, bary itp. miejsca.

IMG 20180413 095137

Wejście na mury miejskie Datong

Tradycyjnie, po szybkim rozlokowaniu się w hostelu udałem się na rekonesans okolicy (i poszukiwanie czegoś do zjedzenia). Od razu też nastąpiło gwałtowne zderzenie cywilizacji polskiej z cywilizacją chińską. Mijający mnie na ulicy ludzie uśmiechali się, pozdrawiali albo po prostu robili duże oczy i oglądali się za mną, by sprawdzić czy faktycznie jestem realny. I trudno się im dziwić, bo na ulicach, które przemierzałem nie spotkałem drugiego europejczyka czy innego potomka białej rasy. Zaraz po wyjściu z hostelu uderzyła mnie kakofonia dźwięków. Każdy sklep postawił sobie za punkt honoru przyciągnąć klienta głośną muzyką i nawoływaniem sprzedawców, w efekcie czego powstał prawdziwy misz masz dźwięków. Decybele, które były tam emitowane na pewno przekraczały dopuszczalne w Europie normy. I nie myślcie, że na tle muzyki sprzedawcy byli niesłyszalni. Spryciarze używali mikrofonów, które zapewniały im „dotarcie do klienta”. I bynajmniej nie przejmowali się tym, że zagłuszają kogoś lub ktoś ich zagłusza. To chyba jednak jedna z cech charakterystycznych chińczyków, którzy nawet w takich miejscach publicznych jak pociąg, mogą oglądać na komórce filmy, reklamy czy słuchać muzyki, nie stosując oczywiście słuchawek i bynajmniej nie przejmując się sąsiadami.

IMG 20180413 095704

Jedna z wielu wartowni na murze miejskim

Kolejny dzień przywitał mnie deszczem, postanowiłem więc opuścić Datong i udać się do znajdujących się niedaleko (ok. 70 km) Wiszących Świątyń oraz bliżej położonych grot Yungang. Niestety, żaden z zaczepionych przeze mnie taksówkarzy nie zdecydował się mnie tam zawieźć (jeszcze nie zacząłem negocjacji), a ponieważ nie chciałem ściągać mojego kierowcy spod dworca (zaproponował mi 500 $ za transport do tych miejsc), postanowiłem spędzić ten dzień zwiedzając lokalne Datong. W efekcie zmokłem, przemokłem, ale zwiedziłem antyczny mur miejski, świątynie Huayan i Shanhua, Ścianę Pięciu Smoków, wieżę dzwonów i oczywiście okoliczne uliczki. Bardzo duże wrażenie zrobiły na mnie mury miejskie, po których małe busy obwoziły turystów. Mury są w doskonałym stanie i co ciekawe, są kompletne. Spacerując nimi można obejść całe stare miasto Datong – zajmuje to ok. 2h. Jest to naprawdę spory kawałek do przejścia. Co 200-300 metrów znajduje się wieża wartownicza, na rogach oczywiście jest ona większa. Na środku każdego z boków znajduje się brama, która dodatkowo jest wyposażona w różne dziedzińce zapewniające bezpieczne przejście do miasta. Pod kątem obronności miasta, zostało to naprawdę dobrze przemyślane. Mury są wysokie, otoczone fosą, od czasu do czasu znajdują się na nich wysunięte gniazda, dzięki czemu czuwając na nich obserwatorzy mogli obserwować warownię na większym odcinku sygnalizując od razu zauważone problemy.

IMG 20180413 100232

Pagoda Dzikiej Gęsi umieszczona na murze

IMG 20180413 101808

Jeden z dziedzińców przy jednej z bram wejściowych do starego miasta

IMG 20180413 105424

 Busik obwożący turystów po murach Datong

Przy jednym z wejść na mury znajduje się ściana pięciu smoków usytuowana naprzeciwko świątyni Shanhua. Ściana to tak naprawdę kilkumetrowej długości mur, na którym umieszczono płaskorzeźbę przedstawiającą pięć smoków. Jest ona kolorowa, prezentuje się naprawdę ciekawie. Jest to jedna z pięciu takich ścian, jedna z nich znajduje się w Bejing, natomiast w Datong jest jeszcze druga – Ściana Dziewięciu Smoków. Jest to największy tego typu mur przedstawiający smoki, jedyny który prezentuje dziewięć tych legendarnych stworzeń. O tym, jak duży on jest świadczą jego wymiary: wysoki na 8 metrów, gruby na 2 metry i długi na ponad 45 metrów. I to na nim umieszczono płaskorzeźbę, podobną do tej, którą możecie zobaczyć na jednym z moich zdjęć.

IMG 20180413 111727 HDR

Ściana Pięciu Smoków na tle muru

Przy wspomnianej ścianie znajduje się świątynia buddyjska Shanhua. Świetnie wkomponowana w okoliczne budynki, odseparowana murem, jest oazą ciszy i spokoju. Eleganckie, zadbane ścieżki prowadzą zwiedzających pomiędzy poszczególnymi budynkami prezentując im to, co świątynia ma najlepszego. Praktycznie każde pomieszczenie to mniejsza lub większa kapliczka. W każdej znajduje się jakaś reprezentacja Buddy, zrozumiała bardziej dla wyznawców tej religii, a nie przygodnego turysty, który traktuje to jako ciekawostkę. W większości przypadków kapliczki, jako obiekty kultu religijnego, zostały objęte zakazem fotografowania. Ponieważ nie wszędzie była obsługa pilnująca zakazu, udało mi się wykonać kilka zdjęć, które możecie zobaczyć. Od razu też zaznaczę, że prezentuję je jako ciekawe miejsce warte zobaczenia i nie mam zamiaru obrazić niczyich uczuć religijnych. Zakazem robienia zdjęć nie zostały objęte miejsca relaksacyjne w postaci ogrodów, altanek itp. Przebywając w tych miejscach naprawdę można zaznać spokoju.

IMG 20180413 130936

IMG 20180413 130941

Posągi witające wchodzących do Świątyni Shanhua

IMG 20180413 113535 HDR

Klimatyczne miejsca w świątyni Shanhua

IMG 20180413 113457 HDR

Klimatyczne miejsca w świątyni Shanhua

IMG 20180413 112256

Wnętrze jednej z hal w świątyni

IMG 20180413 112343

Jeden z fresków na ścianach świątyni Shanhua

Na pewno ciekawym miejscem, wartym uwagi, jest kompleks klasztorny Huayan. Jest to znacznie większy obiekt niż Shanhua, ma też większe budynki i większe posągi. Zbudowano w czasach dynastii Liao (907 - 1125) i jest to największy i najlepiej zachowany klasztor z tego okresu, istniejący w Chinach. Cechą szczególną podkreślaną w przypadku tej świątyni jest jej usytuowanie. Skierowano ją na wschód zamiast na południe, jak to było w zwyczaju przy budowie innych świątyń buddyjskich. Obecny kompleks składa się z górnego i dolnego klasztoru, które niejednokrotnie w przeszłości były rozbudowywane. Każdy z nich ma swoją główną salę, wypełnioną posągami. Na ścianach znajdują się dobrze zachowane kolorowe freski. O tym jak duży jest to kompleks świadczy to, że jedna z sal ma 1.553 metrów kwadratowych, a umieszczone na ścianach freski mają powierzchnię 890 metrów kwadratowych.

IMG 20180413 124149

Świątynia Huayan - jedna z głównych hal

 IMG 20180413 130449

 Świątynia Huayan - jeden z dziedzińców

Dla mnie jednak najciekawszym miejscem okazała się drewniana trzypoziomowa pagoda, którą można było zwiedzić. W jej podziemiu znajduje się sala z olbrzymią liczbą złotych (lub pozłacanych) posążków i posągów Buddy. Każdy poziom budynku posiadał unikalne posągi, ale to właśnie ten najniższy poziom był najbardziej „ekspozycyjny”. Nie bez znaczenia były również widoki na panoramę Datong z każdego z poziomów pagody. Na pewno zwiedzanie tego miejsca to ciekawe doświadczenie.

IMG 20180413 131626

Ściana z posążkami Buddy w podziemiach pagody

IMG 20180413 132306

Świątynia Huayan - widok z pagody

IMG 20180413 132218

Widok na świątynię, stare miasto i nowe miasto Datong

W końcu, przemoczony i z bolącymi nogami postanowiłem znaleźć coś innego i po zaspokojeniu ducha, zaspokoić również ciało, czyli znaleźć coś do zjedzenia. Przypadkiem trafiłem do baru wegetariańskiego, który chyba był jednocześnie darmową jadłodajnią, wypełnionego po brzegi ludźmi. Tradycyjnie, po moim wejściu zapadła cisza, pojawiły się wielkie oczy, a potem obsługa szybko do mnie podskoczyła i troskliwie się mną zajęła. Bez pytania napełniono dla mnie tacę, podano bez kolejki i wskazano miejsce, gdzie mogłem spokojnie zjeść. Po chwili też, szef tego całego interesu podszedł do mnie z łyżką (prawdziwą europejską łyżką!!!) w razie gdybym sobie nie radził z pałeczkami. Ponieważ sobie radzę – muchy w locie nie złapię, ale jedzenie do ust doniosę – grzecznie podziękowałem, co zrobiło na nim wielkie wrażenie. Kiedy skończyłem, nie pozwolono mi odejść, podano mi jeszcze ciepłą zupę, co jak na europejskie standardy było raczej wodą z rozpuszczoną mąką, ale by nie robić zawodu gospodarzom grzecznie zjadłem i jeszcze pochwaliłem. Na koniec, kiedy chciałem zapłacić, wskazano mi 5 RMB jako właściwą cenę, co było właściwie jałmużną, a nie zapłatą za posiłek. Na koniec z pokłonami zostałem odprowadzony do drzwi i pożegnany w typowo chińskim stylu. Długo będę wspominał ten posiłek i sympatyczną obsługę. Pomijając to, że był to jeden z najsmaczniejszych posiłków, jakie do tej pory zjadłem.

DSC 0105

Świątynia Huayan

W ostatni dzień mojego pobytu w Datong udało mi się zorganizować wyprawę do Wiszących Świątyń. Okazało się, że obsługa hostelu ma zaprzyjaźnionego kierowcę (który niestety nie mówił po angielsku), który mógł zawieźć mnie i Jennifer (wspomniana wcześniej Francuzka, którą poznałem) do interesujących nas miejsc. Za wyprawę wspólnie zapłaciliśmy 300 RMB, nie licząc oczywiście kosztów biletów. W porównaniu do wcześniej zaproponowanej mi ceny przez „dworcowego kierowcę” (500 $), byłą to naprawdę atrakcyjna cena. W Chinach niewiele jest miejsc, które można zwiedzić za darmo. W Datong były to mury miejskie oraz opisana świątynia Shanhua. No i oczywiście wieża dzwonów, wokół której zbudowano rondo.

DSC 0126

Wiszące świątynie

DSC 0133

Niepozornie wygladające Wiszące Świątynie

Wracając do Wiszących Świątyń – podróż do nich zajęła ok. 1.5h i pomimo tego, że wszędzie wokół panował upał, w ich okolicy nie dość, że wiało, to jeszcze zamarzała woda. Już z parkingu mogliśmy zobaczyć budynki przyczepione do litej skały. I z tego miejsca wyglądało to niepozornie. Całkiem inaczej spojrzałem na to, gdy już znalazłem się w tych budynkach. Były one niewielkie, raczej nie mieszkali tam zakonnicy, a zbudowane z drewna kapliczki służyły jedynie za miejsca do modlitwy. Determinacja osób, które wybudowały tam te konstrukcje i przychodziły się modlić jest godna podziwu. Wąskie przejścia i niskie barierki powodują, że zimą miejsca te są dość niebezpieczne. Na pewno jednak są warte obejrzenia, chociażby dlatego, że zbudowano je w czasie panowania Północnej Dynastii Wei w latach 386-534. Mają więc ponad 1500 lat. I ciągle wiszą na skalnych ścianach.

DSC 0145

Wiszące Świątynie z bliska

DSC 0150

Tu mieszkał jeden z mnichów ze świątyni

DSC 0158

Z bliska Wiszące Świątynie nie są już takie niepozorne

DSC 0163

Wąskie, przyklejone do ściany buynki z niskimi barierkami - to robi wrażenie

Drugim miejscem położonym niedaleko Datong, które w tym dniu odwiedziliśmy były groty Yungang. To kolejne miejsce kultu, z kolejną świątynią buddyjską, która jednak odwiedzana jest przez turystów głównie ze względu na położone w jej pobliżu groty skalne, w których mnisi pracowicie wykuwali olbrzymie posągi Buddy. Wykonano je w tym samym okresie, w którym zbudowano Wiszące Świątynie, które opisałem powyżej. W 53 jaskiniach, rozciągniętych na przestrzeni jednego kilometra, naliczono ponad 51 tysięcy różnej wielkości posągów wykutych w kamieniu. Liczby te robią wrażenie, jednak dopiero kiedy stanie się przed 18 metrowym posągiem i spojrzy się w górę, nabiera się szacunku dla starożytnych mnichów. Ich dzieła są nieprawdopodobne, zwłaszcza jak się poświęci chwilę czasu na przeczytanie opisów, z których można się np. dowiedzieć, że jeden mnich wyrzeźbił pięć posągów w ciągu 10 lat. Niby nic, ale jak weźmie się pod uwagę, że te posągi miały po 18 metrów wysokości, a materiałem był kamień… wygląda to inaczej, prawda?

DSC 0183

Świątynia w Yungang, której starożytni mieszkańcy wykuli posągi w grotach

DSC 0218

Świątynia Yungang w pełnej (prawie) okazałości

Wszystkie groty są zadbane, przy każdej stoi chińska ochrona, która dba o to, by turyści nie naruszali spokoju posągów, nie dotykali ich, a tam gdzie nie wolno robić zdjęć, by faktycznie ich nie robili. Jak zawsze jednak niektórym udawało się przechytrzyć strażników i wykonać zakazane zdjęcia. Tak, jak w innych miejscach turystycznych, tak i tu Chińczycy zadbali o otoczenie budując olbrzymi park z alejkami do spacerowania. I oczywiście nie zabrakło miejsca na rozrywkę – są stoiska z pamiątkami i jedzeniem, są też miejsca do zabawy, w których np. można postrzelać z… działa. Nie z łuku, nie ze strzelby, a ze starego, średniowiecznego (przynajmniej wg. standardów europejskich) działa.

DSC 0191

Niektóre groty miały jednego "mieszkańca"

DSC 0213

Grot jest wiele, w różnych miejscach i różnej wielkości

IMG 20180414 134329 HDR

Niektóre mają wielu "mieszkańców"

IMG 20180414 140209

Wielkość niektórych posągów naprawdę robi wrażenie

W trakcie zwiedzania nie obyło się oczywiście bez fotek z przygodnymi Chińkami, które chciały mieć w swojej kolekcji zdjęć co najmniej jedną fotkę z białym człowiekiem. Miałem więc wyjątkową okazję poczuć się jak celebryta, który fotografuje się z fanami.
Na tym zakończyłem swoją przygodę z Datong. Zanim jednak opuściłem to przyjazne miasto, miałem jeszcze okazję popatrzeć, jak Chińczycy grają w swoją tradycyjną grę – Madżonga. To z jaką wprawą rozkładali klocki i jak szybko ogarniali rozmieszczone na nich symbole, naprawdę robi wrażenie. Zwłascza, że grali w to młodzi a nie starzy i doświadczeni Chińcycy. Następnego ranka, z plecakiem na plecach ruszyłem szukać taksówki, która zabrała mnie na dworzec kolejowy, skąd kolejnym pociągiem udałem się do Pingyao, kolejnego antycznego miasta Chin.

Znajdziesz mnie:

Sign in with Google+ Subscribe on YouTube